instytut@godulainstytut.pl
Od węgla do wiedzy — transformacja Śląska między ambicją przemysłu a ryzykiem błędnych decyzji
Kiedy patrzę dziś na Śląsk, widzę region w trakcie głębokiej i nieodwracalnej zmiany, która nie polega na prostym odejściu od przemysłu, lecz na jego zasadniczym przeprojektowaniu. To nie jest już gospodarka oparta wyłącznie na węglu i ciężkich instalacjach przemysłowych, ale coraz bardziej złożony ekosystem, w którym tradycyjne kompetencje inżynierskie łączą się z technologią, cyfryzacją i rosnącym znaczeniem wiedzy.

Jednocześnie mam jednak świadomość, że ta transformacja nie jest procesem automatycznym ani gwarantowanym — jej powodzenie zależy od wielu czynników, w tym od jakości decyzji podejmowanych poza samym przemysłem. Z własnego doświadczenia wiem, że zmiana modelu gospodarczego nie polega na zerwaniu z przeszłością, lecz na jej rozwinięciu i dostosowaniu do nowych realiów. Grupa Cognor przeszła dokładnie taką drogę: od działalności handlowej, przez integrację aktywów, aż po budowę nowoczesnej organizacji przemysłowej, która musi konkurować nie tylko kosztowo, ale przede wszystkim jakością, powtarzalnością i zdolnością do wdrażania nowych rozwiązań. Ten proces wymagał konsekwencji, kapitału i odwagi do podejmowania decyzji, które w krótkim okresie nie zawsze były oczywiste, ale w długim okazały się niezbędne.
Dziś przemysł na Śląsku — i szerzej w Europie — znajduje się w podobnym punkcie, w jakim my byliśmy kilkanaście lat temu. Nie chodzi już o to, czy przemysł ma istnieć, ale w jakiej formie ma funkcjonować i czy będzie zdolny konkurować w globalnym otoczeniu. Nowoczesne hutnictwo, które rozwijamy, nie ma wiele wspólnego z obrazem przemysłu sprzed dekad. To środowisko, w którym automatyzacja ogranicza pracę fizyczną, cyfryzacja pozwala zarządzać procesami w czasie rzeczywistym, a jakość i precyzja stają się ważniejsze niż sama skala produkcji. Przykładem takiego podejścia jest nasz zakład w Siemianowicach Śląskich, który od podstaw został zaprojektowany jako instalacja odpowiadająca współczesnym wymaganiom — zarówno technologicznym, jak i środowiskowym.
Nieprzypadkowo podkreślam rolę technologii i wiedzy, ponieważ to właśnie one stają się nowym kodem gospodarczym Śląska. Przewagą regionu nie jest już dostęp do surowców, lecz kapitał ludzki — inżynierowie, technicy, specjaliści, którzy potrafią projektować, optymalizować i rozwijać procesy przemysłowe. To oni decydują dziś o konkurencyjności przedsiębiorstw. Transformacja, o której mówimy, jest więc w dużej mierze transformacją kompetencji — przejściem od pracy opartej na sile fizycznej do pracy opartej na wiedzy i technologii.
Jednocześnie jednak nie można abstrahować od faktu, że przemysł nie funkcjonuje w próżni. Nawet najlepiej zarządzana firma, dysponująca nowoczesnymi aktywami i wykwalifikowaną kadrą, jest uzależniona od warunków, w jakich prowadzi działalność. I tutaj pojawia się obszar, który budzi mój największy niepokój.
Europa coraz częściej tworzy otoczenie, które zamiast wspierać transformację przemysłu, zaczyna ją utrudniać. Rosnąca złożoność regulacyjna, nadmierna biurokracja oraz brak przewidywalności decyzji powodują, że planowanie długoterminowych inwestycji staje się coraz trudniejsze. Przemysł potrzebuje stabilnych warunków, aby podejmować decyzje o inwestycjach liczonych w setkach milionów złotych i rozłożonych na wiele lat. Jeżeli tych warunków brakuje, ryzyko rośnie do poziomu, który w pewnym momencie staje się nieakceptowalny.
Szczególnie wyraźnie widać to w kontekście polityki klimatycznej, która — choć co do zasady słuszna — w praktyce zbyt często przerzuca główny ciężar transformacji na przemysł ciężki, nie zapewniając jednocześnie równych warunków konkurencji. My jako firma inwestujemy w rozwiązania ograniczające emisje, rozwijamy produkcję opartą na złomie i zwiększamy efektywność energetyczną, ponieważ rozumiemy kierunek zmian i chcemy w nim uczestniczyć. Problem pojawia się wtedy, gdy europejski producent ponosi rosnące koszty, a jednocześnie musi konkurować z podmiotami spoza Europy, które takich obciążeń nie mają.
W takiej sytuacji dochodzi do paradoksu, który trudno uznać za racjonalny: produkcja przemysłowa przenosi się poza Europę, globalne emisje nie maleją, a europejska gospodarka traci miejsca pracy, kompetencje i bezpieczeństwo technologiczne. To nie jest transformacja — to jest stopniowa utrata potencjału przemysłowego.
Równolegle obserwujemy rosnącą presję konkurencyjną ze strony krajów, które potrafią wykorzystywać słabości europejskiego systemu. Niższe koszty energii, mniej restrykcyjne regulacje oraz aktywne wsparcie państwa sprawiają, że producenci spoza Europy są w stanie oferować produkty na warunkach, z którymi coraz trudniej konkurować. Jeżeli do tego dodamy europejskie obciążenia regulacyjne, tworzymy sytuację, w której własny przemysł staje się najmniej konkurencyjny na własnym rynku.
W tym kontekście największym zagrożeniem nie jest brak zdolności do transformacji po stronie przedsiębiorstw, lecz ryzyko, że cały ten wysiłek zostanie podważony przez decyzje podejmowane bez wystarczającego zrozumienia realiów gospodarczych. Budowa nowoczesnego zakładu przemysłowego to proces wieloletni, wymagający ogromnych nakładów finansowych i organizacyjnych. To także odpowiedzialność za pracowników, łańcuchy dostaw i lokalne społeczności. Jeżeli jednak warunki funkcjonowania zmieniają się w sposób nieprzewidywalny, nawet najlepszy model biznesowy może przestać być rentowny.
Wtedy przestajemy mówić o modernizacji, a zaczynamy mówić o likwidacji — nie dlatego, że przemysł nie potrafi się zmienić, ale dlatego, że nie pozwala mu się funkcjonować w racjonalnych warunkach.
Śląsk stoi dziś na rozdrożu. Z jednej strony ma wszystko, aby stać się jednym z filarów nowoczesnego, europejskiego przemysłu: kompetencje, doświadczenie, zaplecze technologiczne i rosnącą zdolność do innowacji. Z drugiej strony jest narażony na ryzyko decyzji, które mogą ten potencjał osłabić lub wręcz zniszczyć.
Dlatego uważam, że kluczowe jest zachowanie równowagi między ambicją transformacji a realizmem gospodarczym. Przemysł można i trzeba zmieniać, ale nie można go osłabiać w imię źle zaprojektowanych polityk. Transformacja Śląska — od węgla do wiedzy — ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do wzmocnienia, a nie eliminacji jego przemysłowego fundamentu.
Jeśli miałbym podsumować tę perspektywę jednym zdaniem, powiedziałbym, że przyszłość Śląska zależy nie tylko od determinacji przedsiębiorców, ale również od tego, czy otoczenie gospodarcze pozwoli im tę determinację przekuć w trwały rozwój. Bo przemysł można przeprojektować, można go unowocześnić i uczynić bardziej zrównoważonym — ale można go też bardzo łatwo stracić, jeśli zabraknie rozsądku w decyzjach, które kształtują jego warunki działania.

Przedsiębiorca i menedżer, od lat związany z branżą surowcową, hutniczą i przemysłową.
Od 1990 roku prowadzi działalność gospodarczą pod nazwą Przedsiębiorstwo Obrotu Surowcami Wtórnymi „Złomrex” (obecnie 4Workers Przemysław Sztuczkowski), budując fundamenty działalności biznesowej opartej na obrocie surowcami wtórnymi i przemyśle. W latach 2002–2011 pełnił funkcję Prezesa Zarządu Złomrex S.A., odpowiadając za rozwój spółki i wzmacnianie jej pozycji rynkowej. Od lutego 2011 roku, decyzją Rady Nadzorczej, został oddelegowany do pełnienia obowiązków Prezesa Zarządu COGNOR S.A., a od marca 2011 roku nieprzerwanie pełni funkcję Prezesa Zarządu Cognor Holding S.A. Pod jego kierownictwem Grupa Cognor umacnia swoją pozycję jako jeden z kluczowych podmiotów sektora hutniczego i stalowego w Polsce, realizując strategię rozwoju opartą na efektywności operacyjnej, inwestycjach i transformacji przemysłowej. Przemysław Sztuczkowski pełni również liczne funkcje w organach spółek należących do Grupy Cognor.


